-Katy wstawaj !- Glos mojej matki rozlegl sie nawet po najdalszych zakatkach naszego domu w Los Angeles. Leniwie podnioslam sie na lozku i wyszlam z cieplej jeszcze koldry.- Ile razy mozna cie prosic abys w koncu nastawiala sobie budzik ? - Pretensje mojej matki sie uaktywnily. Przetarlam zaspane oczy i stanelam na nogach lekko sie chwiejac.
-Juz wstaje..- mruknelam i udalam sie do sporej szafy umieszczonej na koncu mojego pokoju. Wyciagnelam z niej przygotowany wcześniej strój i ruszyłam do łazienki. Spojrzalam w lustro ale już na początku wiedziałam że to zły pomysł. Moje z natury kręcone blond włosy poszły w górę jakby nie istniała grawitacja . Natomiast moja twarz była w jeszcze gorszym stanie. Zazwyczaj duże niebieskie oczy zwężyły się ,a pod nimi miałam wory tak duże , że można by było w nich ziemniaki nosić. Westchnelam ciężko i zaczęłam poprawki od włosów. Nawet nie wiecie jak ciężko było je ogarnąć. Jednak po jakimś czasie tego dokonałam... Jako że w ogóle mi się nie układały to spielam je wysoko w koka i nałożyłam na niego ozdobę z pereł. Następnie włożyłam na siebie mała czarną. Nie skromnie powiem że wyglądałam w niej całkiem dobrze. Poprawiłam ją lekkim pogladzeniem dłońmi i Spojrzalam w mniejsze lusterko łapiąc za eyliner i cienie. Powieki pociągnęłam brazowym kolorem i zrobiłam na nich delikatne kreski. Nałożyłam trochę pudru i byłam gotowa na swoje pożegnanie że szkoła. To już dzisiaj ją kończę. Strasznie szybko ten czas leci. Wzięłam z pokoju torebkę i pakując do niej najpotrzebniejsze rzeczy takie jak telefon zeszłam po schodach do salonu a następnie do kuchni gdzie czekała moja mama. Rzucilam torbę na blat i usiadlam przy stole łapiąc za gorąca herbatę. Jedyne co było mi w danej chwili potrzebne.
-Hejka...-Powiedziałam gdy ujrzalam matkę wychodzą że spizarni.
-Hej..-odpowiedziała popierając ręce na biodrach. Wyglądała na co najmniej zdenerwowaną. Przygryzlam delikatnie dolną wagę i rzucilam jej zdezorientowane spojrzenie.-Zobacz która godzina ,a ty jeszcze nie zjadłaś śniadania...-Westchnela . Nie ważne czy będę miała 17 czy 40 lat ona zawsze będzie traktować mnie jak mała dziewczynkę...
-Ojj no mamoo zdążę nawet i zjeść...-Powiedziałam i usmiechnelam się nakładając na talerz jedną z tysiąca kanapek przygotowanych przez stojąca na przeciwko mnie kobietę...
-No ja mam nadzieję że zdążysz... Całe szczęście to już koniec tych meczarni ... Nareszcie będę mogła się wyspać...-powiedziała moja mama... Ejj ale to ją chyba bardziej się mecze nie ona... Rzucając jej oburzone spojrzenie strzelilam focha i zabrałam się za jedzenie pysznosci z mojego talerzyka . - Oj nie obrażaj się... Lepiej powiedz mi o której kończy się ta cała szopka...- Powiedziała.
-hmn.. O 13.00 tak mi się zdaje..- odparlam kończąc jedzenie i popijając herbatę.
-Okey.. Katy mam do ciebie prośbę.. Mianowicie chcę żebyś przyjechała od razu ze szkoły do domu... Ją i tata chcemy z tobą pogadać ...-powiedziała.
-Okey ale teraz serio muszę jechać pa- powiedziałam calujac ją w policzek i chwytając torbę. Pobiegłam do holu i włożyłam czarne szpilki z cwiekami. Następnie pobieglam w miarę możliwości do samochodu i go odpalilam . Musiałam się pośpieszyć jeśli po pierwsze chciałam zdążyć, po drugie jeśli chciałam zapakować gdzieś swoje autko... Droga nie zajęła mi wiele czasu i już po 30 minutach byłam na miejscu. Wjechalam na teren szkoły i wyhaczylam swoje ulubione miejsce parkingowe. Całe szczęście było ono puste. Na luzie do niego ruszylam gdy wyprzedziło mnie metaliczne porsche i wjechalo na upatrzone przeze mnie miejsce. Wkurzona zaparkowalam dalej i zabralam torbę. Zamknelam auto i ruszylam w stronę osobnika płci męskiej w czarnych okularach delikatnie wytłumaczyć mu że zachował się jak ostatni cham . Podeszłam i głośno zakasłałam aby się odwrócił. Tak też się stało. Wysoki brunet zwrócił twarz w moja stronę i uniósł okulary ukazując swoje czekoladowe oczy.
-Coś się stało ksiezniczko ?- zapytał z zadziornym usmieszkiem .
-Nie wiem czy zauwazyles ale ja właśnie jechalam do tego miejsca ,a ty mi je po chamsku zabrales !- zaczęłam krzyczeć.
-Ups ... To już się nigdy nie powtórzy shawty ... A teraz możesz zabrać stąd swoje cztery litery i oddalić się gdzieś gdzie ktoś będzie chciał cię słuchać?!- Także podniósł głos i beszczelnie zaczął się śmiać.
-Nie dziwię się że przyjechales sam... Żadna dziewczyna nie zwróciłaby uwagi na takiego dupka jak ty...-Odparlam i odeszłam. Przynajmniej planowalam to zrobić kiedy wykonalam niespełna 2 kroki ktoś szarpnal mnie do tylu. Odwrocilam się podirytowana i warknelam .
-Co znowu ?!- wysyczalam .
-Coś ty powiedziała mała dziwko ?!- Chyba trafiłam w jego czuły punkt. Katy :1 Brunet:0
-Że jesteś dupkiem i nie dziwię się że nie masz dziewczyny.. Żadna by cię nie chciała...- Powtórzyłam z dumą.
-Posłuchaj suko !-przyparł mnie do swojego auta.-Takich jak ty mam na pęczki i uwierz są w stanie zrobić wszystko aby spędzić że mną choć jedną noc więc się nie odzywają jak nic o mnie nie wiesz. Poza tym nawet mnie nie znasz więc nie masz prawa tak mówić.!!-krzyczał wściekły.
-Wystarczająco dużo o tobie wiem... Wystarczy mi to że jesteś aroganckim i zadufanym w sobie dupkiem !!- Nie dawałam za wygraną.
-hah- zasmial się sarkastycznie -na twoim miejscu uważałbym do kogo mówisz suko !- powiedział i mnie puścił.
-Już się ciebię boję panie straszny...- Odparlam i chichoczac udalam się do budynku. Miałam dość wrażeń a to był dopiero początek dnia... Weszlam do wielkiej wystrojonej sali i przywitałam sie z przyjaciółka.. Będę za na tęsknić do tego te wakacje zapowiadając się na strasznie nudne. Nagle na sale wszedł Brunet i kilku innych gości.
-Jane, wiesz kto to jest?- zapytałam ciekawa.
-Ale który?- odparła.
-wysoki Brunet ma okulary..- zapytałam.
-och.. To Justin Bieber ale radziłbym ci na niego nie wpadać...- odparła.-to straszny dupek..
-Wiem o tym i niestety już go spotkałam.
-Jak to ?
-Długa historia...
-Okey już o nic więcej nie pytam... - Rzekła Jane i zaczęła się ta cała ceremonia. Siedzialam i wstawalam po jakieś dyplomy. Modliłam się aby to wszystko już się skończyło. Moje prośby zostały wysłuchanie dopiero po 3 godzinach... Ale zawsze to coś. Wybieglam z budynku i wsiadlam do samochodu . Ruszylam tak jak obiecałam do domu. Zdjęłam szpilki,które nie ukrywam nie były dla mnie żadna wygoda ,a następnie rzucilam wszystko w kat. Zmęczona tym wszystkim udalam się do salonu i rzucilam na kanapę. Wtedy wpadli rodzice.. Ani.chwili.spokoju.w.tym.domu.
-Musimy pogadać..-rzekł tata ,a ją usiadlam i spojrzalam na niego. -widzieliśmy twoje oceny i uważamy ,że całkowicie na to zasłużyłaś..-podał mi kopertę. Byłam pewna że jest tam kolejna karta kredytową do jednej z pobliskich galerii. Jednakże się myliłam. Był to... BILET DO LAS VEGAS!!!! Moje oczu się powiększyły ,a że szczęścia zaczęłam skakać i całować rodziców. Marzyłam o wyjeździe do LV ... Jednak te wakacje nie będą takie nudne...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz