Justin's POV
Wyszedłem z całego tego zakończenia nieźle wkurwiony i to nie przez to ,że znowu nie zdałem... Będę poprawiać wszystko w sierpniu,ale przez tą małą sukę. Nie denerwował mnie fakt ,że do mnie podeszła , czy na mnie nawrzeszczala. W pewnym sensie było to pociągające.. Wkurwilo mnie to ,że ona miała tą kurewską rację. Sam to wiedziałem ale fakt ,że powiedział mi to ktoś obcy ,w dodatku kobieta, której w życiu bym nawet po pijaku nie puknal ... Wybiło mnie z równowagi i zepsuło jak do tamtej pory świetnie zapowiadający się dzień. Wsiadłem do swojego metalicznego porsche i odpalilem silnik ruszając w stronę domu. Miałem na dziś dość wrażeń. To wszystko przez tą dziwke ... Justin uspokoj się... Tak więc zmieniając temat pewnie zastanawiać się skad koles taki jak ja ma wóz taki jak ten.. To proste... Ukradlem pewnemu facetowi samochód i sprzedałem w dość dobre cenie.. Za te pieniądze całkowicie legalnie kupiłem ten ... To była jedyna nie kradziona rzecz jaką posiadam.. No prawie bo pieniądze były z kradzieży auta... No mniejsza z tym.. Policja już nic mi nie zrobi. Zrobiłem ostry skręt w lewo i wjechalem na swoje podwórko. Wysiadlem z auta i zatrzasnalem drzwi. Ruszyłem w stronę domu gdy wybiegł z niego moje rodzeństwo... Tak mam brata Jaxona i siostrę Jazzmyn . Są ode mnie młodsi. Siora ma 5 lat ,a braterski 3. Są dla mnie najważniejsi... Można by powiedzieć, że tylko dlatego moje życie ma sens... Wiem , że ktoś za mną tęskni,oraz że nie patrzą na mnie jak Na złodzieja... Oni nigdy się mnie nie wypra ... Nigdy nie powiedzą mi z żałują że mnie w ogóle urodzili.. No tak to może rodzeństwo może to zły przykład ale znacie już mój stosunek co do matki. Kucnąłem i wtulilem ich w siebie mocno. Nie musiałem czekać aż wyjdzie moja mamusia ..(wyczuliscie sarkazm ?) spojrzałem na nią i opuściłem dzieciaki.
-Pojedziesz do sklepu ?- zapytała.
-Jasne...- odparlem ... No co jak co ale do starszych mam szacunek. Podszedłem do samochodu i uchylając drzwi odwróciłem się.- a co mam kupić ?- zapytałem o chyba najważniejsza rzecz.
- Parówki na śniadanie dla dzieciaków...- odparła. Ledwo powstrzymywałem śmiech więc wsiadlem szybko do auta i odjechałem . Gdy byłem trochę dalej z oczu zaczęły lecieć mi łzy ,a mój śmiech zamienił się bardziej w krzyk. Nic nie poradzę na to zły,że wszystko kojarzy mi się z seksem. To normalna rzecz taka jak na przykład parówki na śniadanie ... Nic.. Wysiadlem z wozu i ruszyłem do marketu . Gdy tylko przekroczyłem próg skapnalem się ,że nie wziąłem pieniądzy. Postanowiłem zrobić to co zawsze w takiej sytuacji... Ukraść je. Przyczailem się obok jednego z lepszych samochodów, i jednym szybkim ruchem otworzyłem go, bez włączenia alarmu. Dumny z siebie oraz czujny zacząłem grzebać po wszystkich zakamarkach,aż.. Bingo ! Znalazłem portfel.. Dość naładowany. Szybko jak poprzednio wysiadlem i ruszyłem ponownie do sklepu. Udałem się w stronę działu mięsnego ,gdzie ekspedientką była wysoka blondynka.. Kocham takie kobiety. Oparłem się o lade i czekałem aż podejdzie.
-W czym mogę pomóc ? - Jej cienki glosik ujrzał światło dzienne.
-Poproszę kilka parówek..- powiedziałem najbardziej zmysłowo jak tylko mogłem.
-A ile dokładnej..- Odpowiedziała tym samym tonem.
- 69 Shawty..- powiedziałem czym ją rozbawilem.. - nie a tak na prawdę 4...- poprawilem i czekałem aż mi je poda. Następnie poszedłem do kasy i zapłaciłem. Następna czynność to powrót do domu. Gdy dotarłem poszedłem do kuchni gdzie zostawiłem zakupy, i udałem się do sypialni. Polozylem się na łóżku i czekałem aż sen mnie złapie... Niestety na marne. Zaciekawilo mnie czyj jest portfel... Otworzyłem go i próbując wyciągnąć jedną z wizytowek upuściłem jakiś papier. Podniosłem go i.. Nie mogę uwierzyć... TO BYŁ BILET DO LAS VEGAS!!! takie rzeczy to tylko w filmach.. Dodatkowo lot był jutro rano... Postanowiłem jak najszybciej się spakować.
Kate's POV
Właśnie skonczylam pakować swoje walizki. Jestem tak podekscytowana całym tym jutrzejszym wyjazdem, że chyba dziś noego usne .. Jednakże poszłam się umysły i położyłam się do łóżka czekając na sen lub chociażby zmęczenie. Po około 2 godzinach meczarni przybyło wybawienie w krainie Morfeusza... Rano jak zwykle obudziła mnie mama. Zerwałam się na równe nogi i ochoczo pobieglam do łazienki. Przebralam się tam w wygodne rzeczy. Co jak co ale będę siedzieć około 2 godzin... Następnie uczesalam się i zrobiłam odwazniejszy niż zazwyczaj makijaż. Zabralam z biurka torebkę i zeszlam na dol witając się z rodzicami. Zasiadłam przy stole i szybko pochłonęłam naleśniki. Po udanym śniadaniu tata zaniósł bagaże do samochodu a aj pożegnałam się z mamą . Będę za nią i za ojcem tęsknić.. No ale mimo wszystko muszę się śpieszyć. Szybko włożyłam na nogi trampki i pobieglam do auta zapominając pasy i czekając aż pojazd ruszy. Po około 40 minutach dotarliśmy na lotnisko. Tata zajął się wszystkimi formalnościami i już po chwili stałam w kolejce z biletami. Zapowiadały się najlepsze wakacje w świecie. Miasto,zakupy, zwiedzanie ,Justin Bieber.. Imprezy .. Zaraz Justin Bieber?! Podeszłam do chlopaka i zmierzylam go wzrokiem.
- a ty co tu robisz ??- zapytalam zdenerwowana ta sytuacja.
- Lece do Las Vegas Baby...- powiedzial z tym samym usmieszkiem.
-Ugh.. Mam nadzieje ,ze sje tam nie zobaczymy...- powiedzialam mu szczerze i przeszlam przez bramki. Udalam sie do samolotu i zajelam miejsce. Oparlam sie i czekalam na start. Nagle ktos usiadl obok mnie i westchnal. Spojrzalam na ta osobe i niech mnie ktos trzyma. Obok mnie siedzial Justin. Wkurwilam sie i spojrzalam na niego.
-a ty co tu robisz?!- prawie krzyknelam.
-prosze o spokoj!- powiedziala stweardessa.
-no co tu robisz pytam ??- mowilam polszeptem.
- Mam tu miejsce okey ? I mnie tez ten fakt nie cieszy ,ale nie mamy wyboru wiec sie zamknij i siedz cicho kurwa!- szeptal wkurwiony. Westchnelam tylko o zmierzylam go wzrokiem. Zapowiada sie na dlugi lot...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz